LIFESTYLE

Mój pierwszy miesiąc bycia fit

Pierwszy raz w życiu miałam (kurczę, dlaczego podświadomie używam już czasu przeszłego?!) postanowienie noworoczne – być fit i zrzucić parę kilogramów. Było (znowu to robię)…jest to uwarunkowane pewnymi względami, o najważniejszym na razie nie będę mówić, niech to będzie moją słodką tajemnicą.

Niemniej, postanowiłam wziąć za siebie, bo po pierwsze – weszłam na wagę i niezbyt spodobały mi się cyferki, które się wyświetliły, po drugie – po krótkim rachunku sumienia, doszłam do wniosku, że zbyt wiele złego zjadłam w ubiegłym roku i choć przez pewien czas utrzymywałam swoją wymarzoną wagę, mam świadomość, że prędzej czy później odbije się to na moim zdrowiu.

W głowie zaplanowałam sobie cały jadłospis, a także zestaw ćwiczeń na każdy dzień. No dobra, nie na każdy, bo znam swoje możliwości i grafik dnia, więc codziennym ćwiczeniom mówię nie!

Dziś mamy ostatni dzień stycznia, a moje życie fit wygląda następująco:

  •  Zrobiłam trzy mega słodkie i mega udane wypieki, które oczywiście skonsumowałam;
  •  Zjadłam tyle pizzy, że szkoda gadać. Nie będę mówić, ile kawałków pizzy zjadłam na Festiwalu Pizzy Hut. I pomijam fakt, że wczoraj też zjadłam, ale była promocja duża w cenie, więc chyba mam wybaczone?
  • Ćwiczyłam może z 3 lub 4 razy. Ale krótko, bo szybko się zmęczyłam;
  •  W ciągu całego miesiąca wzięłam do pracy dwa lunchboxy. Normalnie szał.

Jak widzicie, realizacja moich postanowień noworocznych idzie mi bardzo dobrze. Od początku roku czuję się tak zmotywowana, że aż nie wiem w co ręce wsadzać. Co gorsze, z jednej z strony mam wyrzuty sumienia, z drugiej – za każdym razem się usprawiedliwiam, powtarzając słynne „Zacznę od poniedziałku”.

Widzicie, nie ma sensu popadać w jakieś paranoje, wbijając do głowy, że coś musicie. U mnie powodowało to chwilowe frustracje, które w żaden sposób nie motywowały do działania. I nikt nie powiedział, że postanowienia noworoczne trzeba mieć od 1 stycznia. Każda chwila jest dobra, by coś zmienić w swoim życiu. Ja dopiero niedawno (jakieś kilka dni temu) zrozumiałam, że muszę zacząć działać. Poczułam, że teraz jest ta chwila, co spowodowało, że jestem bardziej zmotywowana. I nie mam zamiaru się katować i jeść tylko sałatę. Swój cel chcę osiągnąć mały kroczkami. Jednym z nich będzie wprowadzenie do jadłospisu, szczególnie w pracy, lunchboxów, o których niedawno mówiłam Wam na instastories. I póki co, nie będzie to codziennie. Zacznę od dwóch dni w tygodniu, a później mam nadzieję, że wejdzie mi to w krew i będę je przygotowywać częściej.

Wiecie, z tymi wszystkimi postanowieniami nie chodzi tylko o odchudzanie i zmianę diety, bo to akurat jest bardzo prozaiczne. To tyczy się każdego aspektu naszego życia. Nie róbcie czegoś, bo tak wypada lub co gorsza – trzeba, bo wszyscy od stycznia mają postanowienia, to ja też muszę mieć. To Wy musicie mieć świadomość, dlaczego to robicie i jaki macie cel. Wtedy na pewno wszystko się uda, bo chcieć to móc. Nic na siłę! Jeśli sami nie będziecie w to wierzyć to nigdy się nic nie uda.

Być może brzmię jak jakiś mówca motywacyjny, ale takie mnie naszły wnioski po pierwszym miesiącu moich postanowień noworocznych.

Zostawiając komentarz, użytkownik wyraża zgodę na przetwarzanie danych osobowych.

You Might Also Like